Miłość moja do autobusów jest jak
małżeństwo z rozsądku. Jesteśmy ze sobą nie z powodu wzajemności, lecz tylko z
uwagi na obopólną (względnie) korzyść. Ja płacę, on wiezie. Przez lata nawykłam
do rozlicznych niewygód podróży. Spóźnienia, lekceważenie sygnału „przystanek
na żądanie”, śmierdzący pasażerowie, a nawet ci, co to nie lubią siedzieć tyłem
do kierunku jazdy, nie irytują mnie tak, jak pewien rodzaj pasażerów, tak zwane
„stare baby”. Bynajmniej mam tu na myśli osoby
w podeszłym wieku, czy schorowane, czy też tylko kobiety. Pasażerowie, o
których mowa, dzielą się na dwie grupy: tych, którzy jeżdżą bez biletu, bo mogą
i tych, którzy jeżdżą bez biletu, bo choć nie mogą to uważają, że mandaty dotyczą
tylko młodzieży.
![]() |
| "Po świętym Mateuszu, zimno chodzić w kapeluszu". Źródło: ulubione FFR |
